Posty oznaczone jako ‘przemoc’

h1

Droga przez las

Styczeń 4, 2009

Opowiadanie fikcyjne znalezione w internecie.

Był późny sobotni wieczór. Kończył się nasz urlop i razem z mężem Jankiem wracaliśmy do domu. Pomimo, że był już prawie koniec września była ładna i ciepła pogoda. Janek ubrany był w podkoszulkę i krótkie spodenki, adidasy na nogach, aby prowadzić samochód. Ja też miałam na sobie koszulkę na ramiona i cienką bawełnianą spódniczkę, aby mi było swobodnie w samochodzie. Na nogach miałam zwykłe klapki.

Do domu było jeszcze daleko, droga niby prosta, ale w większości przez las. W pewnym momencie na drodze pokazał się znak „Parking leśny”, ja poprosiłam, aby Janek zjechał „na siusiu”, on spojrzał, ale ja potwierdziłam, że potrzebuje. Nie jechaliśmy szybko, więc nie było problemu aby skręcić. Na parking prowadził dosyć wąski wjazd, a on sam był ok. 50 m od głównej drogi. Parking wydawał być się zadbanym, zjechaliśmy na bok, ale byliśmy widoczni z głównej drogi, były na nim drewniane stoły, a przy nich ławki. Wysiedliśmy z samochodu, jak to się mówi, rozprostowaliśmy kości, ja poprosiłam Janka o chusteczki jednorazowe i miałam zamiar iść w „Krzaki”.

Janek zażartował, „zostaw majtki na krzaku, to tu wrócimy”, bo jest takie przekonanie w turystyce, że jeżeli gdzieś się coś zostawi, to wcześniej, czy później, w to miejsce się wraca. Nie przypuszczał, że ja to potraktuje serio, bo wychodząc z lasu zawołałam go po imieniu, a następnie odwróciłam się pokazując gołą Pupę. Janek uśmiechnął się, a gdy tylko podeszłam, zaczęliśmy się mocno całować, czego efektem było stwardnienie jego pałeczki, spojrzeliśmy na siebie, popatrzyliśmy wokół, wydawało nam się, że nie ma nikogo.
Read the rest of this entry ?

h1

Analne rozdziewiczenie

Grudzień 30, 2008

Opowiadanie fikcyjne znalezione w internecie.

Było lato. Wybieraliśmy się nad jezioro. Mój starszy brat Paweł pojechał do sklepu kupić kiełbasę i świeże bułki na grila. Rodzice byli w pracy. Ja pakowałam ostatnie rzeczy do torby. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.

- Cześć, gotowi?

To był Marcin, nasz wspólny kolega, miał się z nami zabrać. Podoba mi się, choć nie zwraca na mnie uwagi. Chyba jestem dla niego za młoda.

- No cześć, już prawie. Paweł pojechał do sklepu, powinien wrócić za jakieś 10 minut. Wejdź, muszę jeszcze spakować ręczniki i koc.

Marcin usiadł na fotelu, ja nachylałam się nad łóżkiem składając koc. Byłam w krótkiej, białej spódniczce, pod spodem miałam skąpe stringi, jak to w lato. Byłam dość mocno opalona i świeżo posmarowana olejkiem, który jeszcze stał otwarty na ławie. Nagle Marcin podszedł szybkim krokiem, złapał mnie od tyłu w pół i mocno przycisnął do siebie. Poczułam jak mu stoi i wystraszyłam się nie na żarty.

- Uh, Madzia ale mnie rozgrzałaś.

- Przecież nic nie zrobiłam, oszalałeś, napij się zimnej wody to ci przejdzie.

- Wystarczy, że się wypięłaś. W lato niewiele trzeba, żeby się facet napalił i na pewno zimna woda na to nie pomoże.

- Przestań sobie żartować, bo mnie wystraszyłeś. Przecież wiesz, że jestem dziewicą i nie masz na co liczyć. Zresztą jakby się Paweł dowiedział co zrobiłeś to by cię zabił.

- Wiem, wiem, że trzymasz swój skarb dla księcia z bajki. Obiecuję, że cię nie rozdziewiczę. Chcę tylko popatrzeć się na twój tyłek i troszkę sobie dotknąć, jest taki okrąglutki i słodki. Przecież to nic złego. Muszę sobie strzepać, bo zaraz mi fiut eksploduje. Zresztą jak będę wyglądał na plaży ze stojącym. Litości.

Nie czekając na to co ja powiem, włożył mi rękę pod spódniczkę, odsunął majtki w kroku i zaczął lubieżnie dotykać. Było to dziwne ale przyjemne. Różniło się trochę od tego jak sama się masturbowałam. Drugą ręką dotykał swojego kutasa. Zrobiło mi się dobrze, dlatego się nie wyrywałam. Poczułam jego mokry język na swoim karku. Ręka przeniosła się na pośladek. Jednym pociągnięciem zdarł ze mnie majtki.

- Tego już za wiele, co ty sobie do cholery wyobrażasz?

- Cicho maleńka, widzę przecież, że jesteś podniecona, nic ci nie zrobię, za dobrze się znamy.

Stanowczo ale delikatnie pchnął mnie na oparcie wersalki. Uklękłam na niej. On zszedł niżej i zaczął całować mój tyłek. Później go lizał i zajął się dwiema moimi dziurkami. Czułam się nieswojo ale wygięłam się zachęcająco, bo było mi dobrze. Mimo to nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, żeby go nie zachęcać, chociaż w duszy chciałam stękać i dyszeć. Lizał mnie i pieścił zabójczo. Nagle podniósł się.

- Nie mogę wytrzymać!

Myślałam, że przestał i teraz sobie strzepie, ale poczułam jak dotyka swoją naprężoną pałą moich nóg i tyłka. Ocierał się o mnie i dyszał. Jedną ręką masował moją małą a drugą sięgnął po oliwkę stojącą na ławie. Wylał jej trochę na mój tyłek. Rozmasował, dodał jeszcze, wsunął mi palec w ciasny otworek i zaczął nim poruszać jakby chciał go powiększyć. Chciałam się wyrwać, bo tego było już naprawdę za wiele. Byłam bliska płaczu.

- Dosyć, puść mnie, powiem Pawłowi to obije ci pysk.

- Cicho, Madziu teraz już nie mogę cię puścić. Rozluźnij się to nie będzie bolało, a nawet może być przyjemne. Muszę wsadzić ci w dupsko, bo zaraz mi fiut pęknie. Nie będzie tak źle, wszystkie dają dupy tylko nie chcą się przyznać. Tylko się nie wyrywaj i nie zaciskaj tyłka, to nic ci nie da, a przez to może boleć i będziesz miała niemiłe wspomnienia.

Poczułam coś bardzo dziwnego, jego fiut wsuwał się zuchwale w moją dupę a ja nic nie mogłam zrobić. Zaciskanie nic nie pomagało, miał taki poślizg, że wszedł błyskawicznie jakby tam było jego miejsce. Trochę bolało, zacisnęłam zęby i starałam się myśleć o czymś innym. Zaczął mnie rytmicznie posuwać, coraz głębiej i głębiej.

- Puść mnie, ja nie chcę – zaczęłam się wyrywać, bo nie było to przyjemne, jego naprężona pała wysunęła się z mojego tyłka, myślałam, że da już sobie spokój.

- Przestań się wyrywać, bo cię tak zerżnę, że przez miesiąc nie usiądziesz na tyłku, nie zgrywaj cnotki tylko wypnij porządnie to dupsko to prędzej skończę.

Mówiąc to klepnął mnie mocno i znowu wtargnął w mój niewinny ciasny otworek gwałtownie i brutalnie. Stwierdziłam, że i tak nie dam mu rady. Wypięłam się jak kotka, żeby się bardziej podniecił i szybciej skończył. Zaczęłam masować sobie guziczek aby odwrócić swoją uwagę od tego co dzieje się z moją dupą. Posuwał mnie jak rozjuszony ogier. Czułam jak w moją ciasną dziurkę wchodzi i wychodzi coś dużego i ciepłego, a ona rozszerzyła się jakby była do tego przygotowana i chciała jeszcze. Zrobiło się nawet przyjemnie i już nie miałam zamiaru się wyrywać. Sama zaczęłam ruszać tyłkiem i nadziewać się na niego.

Podobało się to i mnie i jemu. Czułam, że zbliża się coś bardzo przyjemnego. Jego kutas robił się jeszcze większy i bardziej twardy, rozpychał moje ciasne oczko do granic możliwości. Po trzech głębokich pchnięciach doszłam do takiego orgazmu jakiego jeszcze nigdy nie przeżyłam (nie wiedziałam, że przez posuwanie w tyłek można dojść). Stęknęłam, bo nie mogłam się powstrzymać, to było silniejsze ode mnie. Pchnął jeszcze trzy razy i zaczął spuszczać się do środka. Jęczał bardzo głośno. Przestał jak usłyszał nadjeżdżający samochód. Ja cała drżałam. To brat wrócił. Nic mu nie powiedziałam bo czekam na powtórkę.

h1

Seks z kolegami brata

Czerwiec 25, 2008

To zdarzyło się kilka lat temu. Pamiętam ,że siedziałam wtedy w swoim pokoju ,a mój starszy brat  razem z dwoma kolegami siedział w pokoju obok. Po ich okrzykach mogłam się zorientować ,że pewnie znowu oglądali gołe dziewczyny na internecie. Miałam dosyć tego darcia i postanowiłam zejść na dół i pooglądać troche telewizje. Akurat przechodziłam obok pokoju brata jak chłopcy wychwalali jakąś blond piękność z monitora. Kiedy przeszłam usłyszałam ich głosy – kurcze Ty to masz szczęście Ernest nie musisz wcale szukać na necie skoro masz we własnym domu taki towar. Nie powiem ,że mi to nie schlebiło ,ale chłopcy często tak na mnie reagowali. 165 cm , długie proste krucze włosy , niebieskie oczy i ładna twarz (nie zapominając o niezbyt dużym ,ale jędrnym biuście) – czego więcej można by chcieć.

Szczególnie ,że byłam ubrana w krótkie obcisłe spodenki oraz obcisła koszulke pod którą nie miałam stanika. Zeszłam więc na dół i położyłam się na tapczanie. Leżałam oglądając telewizje ,aż nagle z góry rozległ się głos: -Kaśka możesz przyjść do nas na chwile? Chcąc nie chcąc postanowiłam sprawdzić czego oni ode mnie chcą. Weszłam powoli na góre ,a potem do pokoju mojego brata. Zanim zdąrzyłam coś powiedzieć Kolega Ernesta Marek zatrzasnął za mną drzwi. -co wy sobie myślicie – wrzasnęłam na nich wściekła. Niestety po chwili miałam się dowiedzieć i nie była to przyjemna prawda. Drugi kolega Ernesta Marcin rzucił się na mnie i oboje wylądowaliśmy na łóżku.

Zaczęłam krzyczeć i szarpać się. Niestety Marcin był bardzo silny i bez problemu utrzymał mnie na łóżku. -uspokuj się chcemy się tylko zabawić , nic Ci nie zrobimy- mówił Ernest -chyba oszalałeś -darłam się na nich ,ale nie było żadnego rezultatu- masz mnie natychmiast puścić. – niestety nie moge – powiedział Ernest ,a w tym samym czasie Marek zakneblował mi usta kawałkiem jakiejś szmaty. Nie mogłam nic powiedzieć ,ale szarpałam się z całych sił. Kiedy już się zmęczyłam ernest klęknął za moją głową i trzymał moje ręce nad moją głową. Marcin zaś przytrzymywał moje nogi. Tymczasem Marek zaczął dłońmi jeździć po całym moim ciele. Dotykał także moich piersi i łona.

Po chwili jednym ruchem podciągnął koszulke do góry w taki sposób ,że całe moje piersi zostały odkryte. Chłopcy patrzyli jak zahipnotyzowanie. Widocznie podoboały im się moje baloniki. Marek zaczął namiętnie miętosić moje piersi. Ściskał i gniutł je jak tylko mógł najsilniej. Po paru minutach znudziło mu się to i zostawił je w spokoju. Ściągnął swoje spodnie i majtki. Widziałam ,że penis był cały twardy. Widocznie podniecili się już babkami z internetu. -czas się zabawić!- powiedział Marcin. -nie bój się , widziałem jak to robiłaś ze swoim chłopakiem. My nie jesteśmy inni. Napewno Ci się w końcu spodoba.- mówił Ernest.

Read the rest of this entry ?

h1

Morze, kuter i … , część trzecia

Czerwiec 19, 2008

Zapraszam na ciąg dalszy. Poprzednie części są dostępne tutaj i tutaj.

- Witaj malutka, zaraz zaczniemy zabawę – głos Ireny brzmiał dziwnie złowieszczo – Jacek, przytrzymaj dupę, żeby nam się nie wyrywała

Jackowi nie trzeba było powtarzać. Podszedł do leżącej w pozycji embrionalnej Wandy od jej głowy, złapał za ręce i wyciągnął je daleko nad jej głową. Chciała mu się oprzeć, lecz nie miała szans z silnym, żyjącym z pracy fizycznej mężczyzną. Przyklęknął na jej nadgarstkach. Mając unieruchomione ręce zaczęła wierzgać nogami jak szalona.

- Pani Ireno, przydałaby się jakaś pomoc. Dupa ma za dużo energii

- Marek, pomóż koledze

- Już idę Pani Ireno

Marek zbliżył sie do nóg Wandy i momentalnie odskoczył. Noga leżącej dziewczyny trafiła w jego brzuch.

- Ty pierdolona suko! – krzyknął – ja ci zaraz pokażę! – Zaczął szykować się do wymierzenia kopniaka

- Marek, stój – głos Ireny nie znosił sprzeciwu – jeszcze kurwę uszkodzisz. Po prostu złap jej te nogi!

- A jak znów mnie trafi?

- To leć po wąż i włącz pompę, ochłodzimy kurwę to jej przejdzie ochota na wierzganie.

Marek błyskawicznie zniknął pod pokładem. Po chwil dało się słyszeć odgłos pracującego urządzenia, a mężczyzna wrócił na pokład ciągnąc za sobą gruby gumowy wąż. Jacek momentalnie puścił ręce Wandy i odsunął się aż pod reling gdy Marek odkręcił zawór na końcu węża. Silny strumień zimnej morskiej wody trysnął Wandę. Wystarczył ułamek sekundy aby była cała mokra i kilka sekund aby zaczęła trzęść się z zimna. Zaczęła krzyczeć aby przestali. Nic to nie dało, woda dostała jej się do buzi, pomiędzy uda które próbowała zewrzeć z całych sił. Nie minęło kilka chwil a dziewczyna leżała bez sił i bez ruchu na mokrym pokładzie. To wystarczyło, Marek zakręcił wodę.

Dalej wszystko potoczyło się bez słów. Marynarze podnieśli półprzytomną dziewczynę z pokładu, postawili i przytrzymali w pozycji stojącej. Irena wyciągnęła z walizki wielką czarną, gumową gruszkę z metrowym wężem, zakończonym czerwoną sztywną, plastikową rurką. Do gruszki nalała wody, do dała jakiegoś płynu z buteleczki, a czerwoną rurkę natarła kremem z małej tubki.

Jacek postawił dziewczynę na czworaka, rozłożył jej ręce na boki, głowę przycisnął do pokładu i przytrzymał. Marek załpał jej kostki i unieruchomił nogi. Wanda ni to siedział, ni to leżała z wypiętą wysoko pupą. Kapitan z Ireną zbliżyli się, Irena trzymała wysoko wypełnioną czarną gruszkę.

Kamil już od dłuższego czasu nie szarpał się, nie próbował uwolnić z więzów i uratować Wandę i siebie z tej okropnej sytuacji. Po protu siedział i obserwował to, co działo się przed jego oczami.

„O boże…. oni jej zrobią lewatywę…” pomyślał.

Wyglądało na to, że Kamil miał rację. Irena i Kapitan podeszli to zniewolonej dziewczyny. Kapitan odsunął na bok przemoczony skrawek materiału z dołu od bikini, złapał pośladki dwoma rękoma i rozsunął odsłaniając cipę i ciemne słoneczko odbytu. Irena wprawnym ruchem wsunęła czerwoną końcówkę węża do pupy Wandy, podniosła gruszkę wyżej i ścisnęła.

Płyn zaczął wypełniać jej kiszkę. W tym momencie Wanda odzyskłała świadomość. Chciała się wyrwać, lecz silne ręce marynaży przytrzymały ją w miejscu. Krzyknęła, nikt jej nie przeszkadzał, Irena coraz mocniej ściskała gruszkę wprowadzając więcej i więcej płynu do odbytu Wandy.

To było dla Wandy zupełnie nowe uczucie. Jeszcze nigdy miała robionej lewatywy. Może w dzieciństwie, ale nie pamiętała tego. Bała się, lecz jednocześnie zaczęło jej się wydawać, że nie jest to takie straszne. Zaczęła odczuwać pewien rodzaj perwersyjnej przyjemności i podniecenia. Oczywiście dalej krzyczała i próbowała się uwolnić, ale sama lewatywa nie sprawiała jej bólu.

Gdy Irena wycisnęła już cały płyn z gruszki, mężczyźni podnieśli Wandę z pokładu i wystawili jej zgrabną, opaloną pupę za reling. Irena wyciągnęła końcówkę węża. Kapitan jedną dłoń położył na brzuchu Wandy, drugą na plecach i ścisnął. Wartki strumień płynu wytrysnął z kakaowego oczka Wandy i poleciał w dół do morza.

Gdy płyn w odbycie dziewczyny się skończył, mężczyźni znów ustwili ją na pokładzie w identycznej pozycji, Irena ponownie napełniła gruszkę i operacja rozpoczęła się od nowa. Tym razem Wanda już nie krzyczała i próbowała rozumień i zapanować nad wszystkimi uczuciami związanymi z dokonywaną wbrew jej woli lewatywą i ewidentnym porwaniem i chęcią wykorzystania seksualnego gdzieś na małym kutrze rybackim na środku niebieskiego morza…

ciąg dalszy nastąpi…

h1

Morze, kuter i … , część druga

Styczeń 11, 2008

Zapraszam na drugą część opowiadania. Pierwszą znajdziecie tutaj.

Bardzo szybko dotarli na łowisko które wybrał Kapitan. Morze wyglądało przepięknie: lekki wiaterek, delikatne fale, słońce, małe chmurki na horyzoncie. Kutrem nie kołysało, więc gościom na pokładzie nie doskwierała choroba morska. Kamil natychmiast wyciągnął wędki i zaczął łowić. Już po kilku minutach wyciągnął pierwszą rybę. Był w siódmym niebie. Wanda, która nie przepadała za wędkowaniem, zaczęła się nudzić. Na kutrze nie było nic czym mogłaby aktywnie zabić czas. Rozłożyła więc na pokładzie ręcznik, zdjęła spodnie i bluzkę pod którymi miała skąpe i seksowne bikini, wtarła w ciało balsam, wyciągnęła książkę i zaczęła leniwie się opalać.

Kapitan i jego załoga, a więc żona Irena oraz pomocnicy Jacek i Marek także nie mieli wiele do roboty. Lecz jak to na morzu bywa, każde z nich znalazło sobie jakieś zajęcie. Leżąc na pokładzie i opalając swoje piękne ciało, Wanda zauważyła, jak całą męska część załogi spogląda na nią ukradkiem, a w ich oczach pali się iskierka zwierzęcego pożądania. Nawet żona kapitana, Irena, patrzyła na nią jakoś tak dziwnie Nie przejmowała się tym jednak. Jej ukochany Kamil był przy niej i nie mogło stać sie nic złego. Morze cudownie szumiało, kuter leciutko kołysał, słońce omiatało ciepłymi promieniami jej skórę, zasnęła….

Obudził ją jakiś dziwny hałas i krzyki. Półprzytomna zobaczyła jak marynarze trzymają Kamila, a Kapitan uderza go w twarz. Szok był tak duży, że jej ciało nie było w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Na jej oczach marynarze związali jej męża grubym sznurem i przywiązali do relingu. Trwało to może kilka sekund. Gdy wreszcie odzyskała głos i władzę nad sobą, chciała uciekać. Nie było dokąd, byli przecież na morzu. Jeśli ktoś widział kiedyś kuter rybacki ten wie, że nie ma na nim dokąd uciekać: pokład z tyłu, nadbudówka po środku i trochę otwartej przestrzeni z przodu. Wanda nie zdawała sobie z tego sprawy i po prostu rzuciła się do ucieczki na dziób kurta. Nie był to długi bieg. Kilka dłuższych kroków i stała oparta o reling, przed sobą widząc tylko otwarte morze. W akcie desperacji chciała przeskoczyć barierkę i skoczyć w fale, lecz jakieś silne ręce złapały ją w pół i rzuciły na pokład. To był Kapitan. Read the rest of this entry ?

h1

Trudne pieniądze…

Styczeń 2, 2008

Pierwszy na to ogłoszenie zwrócił uwagę Jacek. Od dłuższego czasu szukali pieniędzy na urządzenie mieszkania. Po spłacie comiesięcznej raty kredytu małżonkom nie zostawało zbyt wiele, ledwo wystarczało na życie, a o meblach, czy czymkolwiek innym nie było mowy.
Ogłoszenie zapraszało kobiety, mężczyzn lub pary do zdjęć i filmów „z delikatnym zabarwieniem erotycznym”. Śmiali się z tego razem z Martą zasypiając na materacu po „delikatnie erotycznej” zabawie. Po dwóch dniach zaczęli razem nieśmiało zastanawiać się, czy nie skorzystać z oferty, aż wreszcie zdecydowali się na telefon.

Ciepły damski głos zadał kilka pytań (Jacek – 29 lat, Marta 27, oboje po studiach, od dwóch miesięcy małżeństwo) po czym zaprosił ich na spotkanie. Adres na obrzeżach miasta.
Z biciem serca podjęli decyzję. Dzisiaj, po pracy. Jacek kończył o piątej, więc między szóstą a siódmą powinni dojechać.

Willa była dość duża, ogrodzona wysokim żywopłotem. Pięknie utrzymany ogród zapraszał do relaksu w ciepłych promieniach letniego słońca.
Otworzyła młoda dziewczyna, jakieś siedemnaście, góra osiemnaście lat.
- Mamo! Przyszli już!
Elegancka kobieta podeszła i przywitała ich ciepło. Poznali głos z rozmowy telefonicznej.
- A więc jesteście… – gestem zaprosiła ich do dużego pomieszczenia. Na środku niskie, szerokie łóżko. Wokół sporo sprzętu fotograficznego, kamer. W studio było kilka osób. Krzątali się sprawdzając natężenie oświetlenia, ustawiając aparaturę. Dwóch chłopców, trzy dziewczyny. Wszyscy w wieku córki gospodyni. Read the rest of this entry ?

h1

Satysfakcja, część trzecia

Listopad 20, 2007

Okazało się, że nie był to jeszcze koniec upojnego wieczoru. Po krótkim odpoczynku i wspólnych prysznicu (do niczego nie doszło) Czarek zadał mi pytanie:

„Byłaś kiedyś związana w łóżku?”

Jego pytanie trochę mnie zaskoczyło, lecz nasze wcześniejsze dokonania powinny mnie trochę do niego przygotować. Z jednym z moich poprzednich facetów bawiłam się już w bondage i tego typu zabawy nie były mi obce.

„Robiło się różne rzeczy….”

„A więc byłaś?”

„Tak, byłam”

„Chciałabyś tego jeszcze raz spróbować? Ze mną?”

Poprzednie przygody z bondage nawet mi się podobały i nie miałam nic przeciwko temu, więc myśląc, że może za kilka spotkań, jak się trochę poznamy możemy się tak pobawić odpowiedziałam: „Tak”

Zanim zdążyłam się zorientować co się dzieje, Czarek powalił mnie na łóżko, zakrył usta rękoma i usiadł okrakiem na mnie praktycznie mnie unieruchamiając. Mogłam tylko ruszać jedną ręką i nogami. Nie wiem gdzie on je trzymał, ale nagle zobaczyłam, że w ręce trzyma kajdanki i zaczyna prawą rękę przypinać do stalowego stelażu łóżka. Gdy moja ręka była już unieruchomiona odzyskałam władzę w głosie i zaczęłam krzyczeć aby mnie natychmiast wypuścił.

„Zamknij się dziwko” rzucił przez zęby i uderzył mnie dłonią w policzek.

Zabolało. Wolałam nie ryzykować kolejnego ciosu, zamilkłam i przestałam się rzucać. W tym czasie Czarek przypiął mi ręce nad głową dwoma parami kajdanek. Okazało się, że miał je schowane pod materacem. Później skórzanymi pasami unieruchomił mi rozłożone nogi. Nie minęły 3 minuty i leżałam naga rozłożona na łóżku faceta którego poznałam kilka godzin temu w barze. Zaczęłam się bać.
Czarek schylił się pod łóżko, wyciągnął spod niego karton, a jego zawartość wysypał na materac. Był tam skórzany bicz, knebel, opaska na oczy, jakieś wibratory i inne rzeczy których nie zdążyłam rozpoznać. Czarek założył mi knebel w usta, a na oczy założył opaskę. Nic nie widziałam, mogłam tylko słuchać. I zaczęłam się bać….

„A teraz dziwko poleżysz sobie tutaj i pomyślisz czekając na mnie. Jak wrócę zrobię z tobą co będę chciał. Masz być spokojna jeśli nie chcesz aby bolało. Zrozumiałaś?”

Kiwnęłam głową, że zrozumiałam. Czarek wyszedł z pokoju i chyba zgasił światło. Nie wiem. Próbowałam się uwolnić, ale pęta zbyt dobrze trzymały. Poddałam się i czekałam. Nie wiem jak długo tak leżałam czekając na to co się stanie i myśląc czy wyjdę z tego cała i zdrowa. Bałam się jak cholera. Po baardzo długim czasie (chyba) ktoś otworzył drzwi i wszedł do środka…

Ciąg dalszy nastąpi…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.